Page 38 - Puls Intercity 6-7/2013

Basic HTML Version

na sportowo
38
|
puls
intercity
|
6/2013
są buty i przede wszystkim chęć do wyjścia na ze-
wnątrz nawet przy niesprzyjającej pogodzie (tylko
w czasie burzy nie polecam). W pogodny dzień moż-
na „załapać” pozytywnego nastroju widząc jak inni
chodzą, biegają i jeżdżą na czymkolwiek równie za-
dowoleni jak ty. (…) Najfajniejsze jest to, że po nie-
długim okresie młodzież na boisku do kosza pyta
syna, ile lat ma jego brat :). Więc zapraszam na moją
ulubioną trasę w Krakowie:
http://www.runtastic.com/pl/uzytkownicy/tomasz-
-surowka/sesje-sportowe/80394019
Do zobaczenia.
NORDIC WALKING
Barbara Sowińska,
Kierownik Dyspozytury,
Zakład Południowy
Uprawiając nordic walking,
można zyskać dużo więcej niż
podczas tradycyjnych mar-
szów. To nie zwykłe chodzenie
z kijami, ale sport ten pomaga:
– wzmocnić mięśnie. Podczas marszu z kijkami ak-
tywnych jest 90 procent mięśni całego ciała m.in.
ramion, barków, pleców, brzucha;
– oszczędzać stawy kolanowe. Gdy maszerujemy z kij-
kami, nacisk na stawy jest o 5–10 kg mniejszy, niż
gdy idziemy bez nich;
– rozluźnić mięśnie barków i szyi, które są napię-
te z powodu stresu lub długotrwałego siedzenia
za biurkiem;
– poprawić postawę – często poleca się osobom z wa-
dami kręgosłupa, bo sport ten wzmacnia mięśnie
pleców i łagodzi bóle;
– poprawić wydolność organizmu i zyskać lepszą kon-
dycję. Podczas nordic walking dostarczamy orga-
nizmowi o 20–60 procent tlenu więcej niż w czasie
tradycyjnego szybkiego marszu;
– wzmacniać serce, redukować zbyt wysokie ciśnienie,
– poprawiać koordynację. Czujemy się pewniej, cho-
dząc z kijkami, zwłaszcza po śliskim i nierównym
podłożu.
Typowe kijki do nordic walking mają stałą długość,
a więc nie można ich regulować. Są za to bardzo lek-
kie. Poleca się je do chodzenia po płaskim terenie,
na krótkie trasy. W trudniejszym terenie, na przy-
kład w górach, lepiej sprawdzają się kije trekkingo-
we. Mają one jedną lub dwie regulacje długości. Dłu-
gość kijków dla początkujących powinna wynosić 70
procent wysokości naszego ciała, dzięki czemu łok-
cie są ugięte dokładnie pod kątem prostym. Sprzęt
do nordic walking można kupić w dużych sklepach
sportowych i przez Internet. Ich koszt waha się od 60
nawet do 500 zł. Poza kijkami potrzebujemy ręka-
wiczki (długie trzymanie kijków w gołych dłoniach
mogłoby być przyczyną odcisków) oraz wygodne
buty. Nordic walking można uprawiać zarówno nad
morzem, w lesie, parku czy w górach – przez cały
rok. Dobrze jest rozpocząć pod okiem instruktora,
który nauczy prawidłowej techniki marszu i pomoże
dobrać odpowiednie kije oraz ustawi odpowiednią
ich długość.
STRZELECTWO
Sławomir Giedrys,
Instruktor Handlowy,
Zakład Północny
Początki
Strzelanie interesowa-
ło mnie od zawsze. Jak
każdy z chłopiec w wie-
ku 10 lat biegałem po podwórku z kijem i krzy-
czałem dźwiękonaśladowcze: „pif-paf” lub „te-te-
-te-te-te-te”. Szczęścia dopełniał serial telewizyjny
„Czterej pancerni i pies”. Każdy z moich podwórko-
wych kolegów chciał być Jankiem – ale nie ja. Mnie
wystarczała najlepsza na tamte czasy imitacja broni.
Wystrugana przez dziadka, drewniana imitacja ra-
dzieckiej pepeszy z cylindrycznym magazynkiem.
To z niej strzelali czterej pancerni. Już jako małolat
wiedziałem, dlaczego ten pistolet maszynowy na-
zwany był pepeszą. Nazwa pochodzi od skrótu PPSz
(
Пистолет
Пулемёт Шпагина
). Mało kto wówczas
wiedział, że w cylindrycznym magazynku mieściło
się 71 sztuk amunicji o kalibrze 7,62 mm. Pamiętam
jak z uporem maniaka wykłócałem się z rówieśni-
kami, że to nie jest karabin tylko pistolet. Tak chyba
zaczęła się moja historia z tym sportem.
Klub strzelecki
W wieku kilkunastu lat wraz z kumplami z osiedla
jeździliśmy na basen do Wojskowego Klubu Spor-
towego Flota w Gdyni Oksywiu. Wiele razy mija-
liśmy sekcję strzelectwa i zawsze miałem ochotę
tam zajrzeć. W latach PRL przynależność nielet-
niego do wojskowego klubu nie była prosta. Nie
można było sobie ot tak wejść i postrzelać. Czasem
„na dzielnicę” przyjeżdżało wesołe miasteczko
ze strzelnicą w barakowozie. Godziny spędzone
na strzelaniu z wiatrówki z rozregulowanymi przy-
rządami celowniczymi dawały jakąś tam satysfak-
cję. Jednak to nie to samo, co profesjonalna strzel-
nica. Sprawę ułatwił mi mój ojciec. Jako wojskowy
porozmawiał z innym wojskowym i już następnego
dnia stawiłem się na strzelnicy. Moje marzenie za-
częło się spełniać. W wieku 15 lat zostałem człon-
kiem klubu strzeleckiego WKS Flota. Ileż to radości
i frajdy sprawiało mi sprzątanie strzelnicy, zbiera-
nie łusek i czasem pomoc przy czyszczeniu bro-
ni. Tak, tak… Starszy bosman sztabowy, który był