Page 34 - Puls Intercity 6-7/2013

Basic HTML Version

Puls
na wakacje
34
|
puls
intercity
|
6/2013
Dzień 1
Podróż czas zacząć! Wyruszyliśmy
nocnym pociągiem do stolicy Biało-
rusi, Mińska. Do dyspozycji mieliśmy
4-osobowy przedział w wagonie sy-
pialnym. Wiedząc o tym, że w nocy
czeka nas kontrola graniczna i hałasy
związane ze zmianą wózków w wa-
gonach na granicy, położyliśmy się
szybko spać.
Dzień 2
Mińsk wita! Mieliśmy tylko kilka
godzin na małe zwiedzanie stolicy i nie
zamierzaliśmy tego czasu zmarnować.
Obejrzeliśmy wszystko, co było możli-
we do zobaczenia na piechotę w oko-
licy dworca oraz odbyliśmy małą wy-
cieczkę metrem. W tym kraju każdy
jest milionerem, bo od zer na bankno-
tach noszonychwportfelach kręciło się
w głowie, ale ich rzeczywista wartość
nabywcza była tak naprawdę znikoma.
Ciekawostką może być to, że na Biało-
rusi nie ma monet, a tylko same bank-
noty. Mińsk nas nie zachwycił, ciche,
szare i puste miasto bez żadnych atrak-
cji dla turystów.
Późnym popołudniem zajęliśmy
miejsca w wagonie sypialnym w ko-
lejnym pociągu, nocnym do Sankt
Petersburga. Na granicy białorusko-
-rosyjskiej nie ma kontroli granicznej
więc udało nam się spokojnie zrege-
nerować siły przez noc.
Dzień 3-4
Plan podróży zakładał dłuższy
pobyt w Sankt Petersburgu, mieli-
śmy zarezerwowany jeden nocleg
w hostelu. Jak się później okazało
i tydzień byłoby mało, żeby wszyst-
ko zobaczyć. Wykorzystaliśmy te
dwa dni maksymalnie i jakby tego
było mało nie przespaliśmy także pół
nocy, aby móc obserwować otwiera-
nie i zamykanie czternastu najwięk-
szych mostów na Newie. Jest to spo-
ra atrakcja, która gromadzi co noc
tysiące widzów wzdłuż całej rzeki.
Oprócz przerw na jedzenie cały czas
przemieszczaliśmy się po mieście,
robiliśmy zdjęcia i podziwialiśmy
liczne budowle. Wspomnę tylko
o Ermitażu, Twierdzy Pietropawłow-
skiej, Soborze Kazańskim oraz licz-
nych cerkwiach. Po resztę odsyłam
zainteresowanych do przewodni-
ków turystycznych, bo tu nie sposób
wszystkiego wymienić. Pod koniec
czwartego dnia z żalem odjeżdżali-
śmy nocnym pociągiem do Moskwy.
Dzień 5
Moskwa po raz pierwszy, ale
niestety tylko na około 5-6 godzin
na zmianę dworca i przesiadkę
do pociągu do Krasnojarska, z które-
go po kolejnej przesiadce dotrzemy
już do stacji docelowej naszej wypra-
wy czyli do Irkucka. W tym krótkim
czasie pobytu w Moskwie, zdążyli-
śmy tylko wziąć porządny prysznic
przed długą podróżą i wyszorować
się „na zapas”, bo w pociągu nie było
szans na normalną higienę osobistą.
Jak się okazało w czasie przejazdu
do Krasnojarska tylko my przejmo-
waliśmy się tą kwestią, co nie było
zbyt przyjemne... Ale takie są uroki
podróży w wagonie „płackartnym”.
Mimo wszystko warto się przejechać
takim wagonem na dłuższej trasie
i poznać uroki wspólnej podróży,
bo wagon jest jednym wielkim prze-
działem podzielonym na dziewięć
boksów po sześć łóżek. Po zakwatero-
waniu się w naszym boksie i na swo-
ich łóżkach oraz po oswojeniu się
z myślą, że spędzimy tu kilka długich
dni, zaczęliśmy delektować się jazdą
i widokami za oknem. Codziennie
pod wieczór gaszone jest światło
w całym pociągu i wtedy pozostaje
już tylko włożyć zatyczki do uszu,
schować dokumenty i pieniądze pod
poduszkę i spać.
Dzień 6-7
Kolejne godziny i kilometry mija-
ły, a wraz z nimi liczne stacje, na któ-
rych co kilka godzin zaplanowane
były w rozkładzie jazdy dłuższe po-
stoje. Podczas każdego takiego po-
stoju perony były pełne podróżnych
i miejscowych, u których można było
kupić dosłownie wszystko, od jedze-
nia, przez pamiątki, zabawki, koce,
a na żyrandolach i wypchanych zwie-
rzętach kończąc. My wykorzystywa-
liśmy ten czas na rozprostowanie nóg
i spacer po świeżym powietrzu, połą-
czony z dokładnym oglądaniem sta-
cji, a szczególnie budynków dworco-
wych, które zawsze były duże, ładne
i oczywiście wysprzątane na błysk.
Życie w „płackarcie” nie należało
do prostych i przyjemnych. Do
dyspozycji nakażdywagonbyły tylko
dwie toalety bez żadnych specjalnych
udogodnień, a za kuchnie służył
mały stoliczek i własne wyposażenie
w postaci talerzyków, misek, kubków
i sztućców. Przez całą dobę dostępny
był, w ilościach nielimitowanych,
wrzątek przez co nasze menu nie
było zbyt urozmaicone i ogranicza-
ło się do przygotowywania kaszy
kuskus na 1001 możliwych sposo-
bów, a także różnego rodzaju zupek
i deserów z proszku.
Dzień 8
Kolejny przystanek w naszej po-
dróży – Krasnojarsk. Mieliśmy kilka
godzin na prysznic, normalny posi-
łek, zwiedzanie miasta i przesiadkę
do pociągu, który dowiezie nas już
do Irkucka. Miasto szare i ponure,
sprawiające wrażenie wyludnionego,
brak normalnych sklepów, nie mó-
wiąc już o lokalach, gdzie można by-
łoby zjeść coś ciepłego. Według mnie
oprócz budynku dworca kolejowego
nie było tam nic wartego większej
uwagi. Ostatni odcinek podróży
do Irkucka, ponownie odbyliśmy
w przedziale, w wagonie sypialnym.
Dzień 9-10-11-12
Nareszcie w Irkucku! Bardzo wcze-
snym rankiem od razu ze stacji uda-
liśmy się do wynajętego mieszkania,
które stało się naszą bazą wypado-
wą na najbliższe cztery dni. Po tylu
dniach spędzonych w pociągu trud-
no było przyzwyczaić się do stabilne-
go, niebujającego podłoża, a ze spa-
niem też nie było łatwo, bo łóżko
było za duże i zbyt wygodne!
Poważne zwiedzanie zaczęliśmy
dopiero następnego dnia po przyjeź-
dzie. Irkuck to dość duże miasto, ale
dzięki tramwajom dało się dojechać
i dojść prawie wszędzie. Mogę chyba
uznać, że wszystko, co było warte zo-
baczenia w tym mieście, zaliczyliśmy
i udokumentowaliśmy.